2 MAJA – NIEDZIELA – NARODZINY I DZIECIŃSTWO
Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie (Mt 5, 3). Stefan Wyszyński, przyszły Prymas Tysiąclecia, urodził się 3 sierpnia 1901 r. w Zuzeli nad Bugiem, jako drugie dziecko w wielodzietnej rodzinie Stanisława i Julianny z domu Karp. Ochrzczony został w miejscowym kościele pw. św. Mikołaja przez ks. kanonika Antoniego Lipowskiego. Całe dzieciństwo Stefana przebiegało w atmosferze służby Bogu i ludziom, w pełnej pietyzmu postawie wobec wszystkiego, co polskie.
Jego ojciec pracował jako organista, a cała rodzina mieszkała w bezpośredniej bliskości kościoła.
Po latach, już jako kardynał Kościoła katolickiego, wspominał Ksiądz Prymas ten pierwszy, zuzelski okres życia: Wiele razy znajdowałem mojego ojca – którego Bóg obdarzył głęboką religijnością i darem modlitwy – właśnie tutaj, przed obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej. Tu spędzał chwile wolne od licznych prac przy budowie kościoła. Nie rozumiałem wtedy, dlaczego ojciec tyle czasu klęczy przed tym obrazem. Dziś rozumiem. Był wierny darowi modlitwy do ostatnich swoich dni. Dziś rozumiem jego modlitwy i służbę, którą traktował nie jako zawód, ale jako powołanie sługi ku chwale Bożej, grając i śpiewając w dawnej, zabytkowej drewnianej świątyni.
Zuzela i rodzinne strony Prymasa Tysiąclecia należały wówczas do zaboru rosyjskiego. Ojciec Stefka, będąc żarliwym patriotą, oprócz służby w kościele, troszczył się o upamiętnianie związanych z polską historią miejsc i wydarzeń. Nie miały zniknąć ze świadomości kolejnych pokoleń. Ksiądz Prymas z nostalgią wspominał tę ryzykowną, i niemiłą dla carskich władz, działalność rodzica: Nocą mój ojciec zabierał mnie nieraz w odległe lasy. Jechało z nim zawsze razem kilku miejscowych zaufanych gospodarzy. Stawiali krzyże na drogach i różnych kopcach […]. Wracaliśmy w zupełnym milczeniu, nigdy nie wolno było o tym mówić ani słowem.
Dzieciństwo głęboko zapisuje się w pamięci każdego człowieka. Jego kształt wywiera ogromny wpływ na późniejsze postawy życiowe. Nic więc dziwnego, że wczesny i żywy związek Stefka z parafialnym kościołem i świątobliwym proboszczem nie został bez wpływu na mentalność przyszłego biskupa. Oddają to kolejne wspomnienia: Co mi pozostało w pamięci? Pozostała mi ta chrzcielnica, z której kapłan, sędziwy ksiądz kanonik Antoni Lipowski, ówczesny duszpasterz tej parafii, czerpał wodę chrzcielną, aby obmyć mnie i moje trzy siostry. […] Często musiałem do niego biegać posyłany przez ojca z różnymi sprawami, głównie z metrykami do podpisu. Ksiądz kanonik nie lubił, gdy się garbiłem. Nazywał mnie garbulem. Nieraz mi mówił: Jak ci przyłożę ‘sękala’, to się wyprostujesz! Prostowałem się jak mogłem. Do dziś dnia staram się trzymać prosto. Pamiętam tego kapłana, gdy nauczając z ambony w starym kościele niekiedy płakał, wspominając najrozmaitsze cierpienia, braki i grzechy wspólne wygnańcom, synom Ewy. Umiał też po swojemu godzić małżeństwa.
Wrażliwość młodego Stefka na ludzi, rozumienie ich, miłość do miejsca narodzin, do środowiska, w którym wzrastał, jakże mocno uwyraźnia się w ocenie duchowości mieszkańców tego styku Podlasia z Mazowszem:[…] Pamiętam do dziś dnia ludzi prostych, których obserwowałem jako chłopiec. Zdumiewająca była ich spokojna, ufna wiara. Tego nie można nazwać żadną miarą niewiedzą religijną, bo z tym się łączy patrzenie w głąb, niemal jakieś mistyczne obcowanie. Ci ludzie widzą to, w co wierzą. […] Obserwatorzy tego nie widzą, ale oni – widzą! Każde ludzkie życie ma swoje liczne uwarunkowania.
módlmy się dzisiaj za wstawiennictwem Maryi, aby nigdy dzieciom nie zabrakło prawdziwego domu rodzinnego i pełnych Bożego Ducha świadków wiary w Boga.

Dodaj komentarz