OJCIEC KOCHAJĄCY ŻYWY KOŚCIÓŁ

27 MAJA – CZWARTEK  –  OJCIEC KOCHAJĄCY ŻYWY KOŚCIÓŁ

Biskup S. Wyszyński z wielkim zaangażowaniem podjął odbudowę wspólnot parafialnych i świątyń w diecezji lubelskiej. Pamiętam modlitwę w jednej ze zburzonych świątyń, gdzieś za Hrubieszowem. Nie było w niej sklepienia, na środku rosły chwasty, na kilka metrów wysokie. Śpiewaliśmy Święty Boże […].

Rozmawiałem z gospodarzami, którzy dopiero co zostali razem z dziećmi odtransportowani z Niemiec. Wszyscy powrócili wyniszczeni, zabiedzeni, niemal bez ubrania. Ojcze biskupie – mówili do mnie, bo taki mają tam zwyczaj – odbudujemy […].

Wierni pokochali swego biskupa. Troszczył się o nich. Żywy Kościół pociągał go najbardziej. Wspominał:

Kiedyś jako biskup lubelski pojechałem do miejscowości na Zamojszczyźnie, która nazywała się Różaniec. Prawdziwie był to krwawy Różaniec, wieś zniszczona i wybita przez Niemców. Kto pozostał przy życiu, został wywieziony do Rzeszy – nie wyłączając dzieci. Przyjechałem do tej wsi z Polakiem z Ameryki, delegatem

jakiejś dobroczynnej organizacji. Chciał koniecznie zobaczyć coś na polskiej ziemi. Modliliśmy się na malutkim cmentarzu przy kapliczce, która była jedynym budynkiem ocalałym z ogromnej, kilkunastokilometrowej wsi. Klęczeliśmy wśród malutkich mogiłek, których było kilkaset. Były to mogiłki dzieci wymordowanych przez Niemców. Mój towarzysz w mundurze oficera armii amerykańskiej, klęcząc na ziemi, płakał jak dziecko. Łzy ciurkiem lały mu się z oczu. Potem przyszliśmy do szkółki. Był to zwykły barak, zbity z desek. Uczyła nauczycielka w kapocie i walonkach. Siedziało tam dwanaścioro bladych dzieci, wszystkie poowijane w chustki, bo było strasznie zimno. Pytaliśmy dzieci: Które z was było w Niemczech?– Wszystkie podniosły ręce do góry.

Jako biskup, ale też absolwent KUL-u, nie zapomniał o tej uczelni i jej studentach. Pragnął wykształcenia inteligencji świadomej swej wiary. Ojczyzna i Kościół potrzebowały nowych sił. Pamiętał Powstanie Warszawskie:

Najlepsza młodzież obmyła krwią swoją bruki tego miasta. Tak się miłuje. Nie ma miłości bez ofiary. Przez taką miłość zyskuje się prawo do Ojczyzny.

Pamiętał też przedwojennych studentów, którzy w oddolnej inicjatywie, 24 maja 1936 r. mówili do Maryi na Jasnej Górze: Ojczyzna miła wtedy tylko potężną i szczęśliwą będzie, gdy przy Tobie i Synu Twoim jako córa najlepsza wytrwa na wieki.

Pamiętał, że w 1937 r., wzorem studentów, przybyli do Czarnej Madonny nauczyciele i mężowie katoliccy, by złożyć własne, uroczyste ślubowanie. Akademicy jednak przybywali do Matki co roku. Nie znał jeszcze wtedy młodego krakowskiego studenta polonistyki, Karola Wojtyły, który w 1939 r. stał z kolegami w kaplicy Cudownego Obrazu. To wielu z nich stało się prawdziwą wojenną żertwą ofiarną za Polskę. Wielu też ocalało, aby teraz podjąć swoje zadania. Gdy w październiku 1945 r. biskupi podjęli decyzję o oddaniu Polski Niepokalanemu Sercu Maryi, on, młody biskup, włączył się w to dzieło całym sercem. 2 czerwca 1946 r. w akademickim kościele KUL-u uroczyście oddał Najczystszemu Sercu Matki Chrystusa wszystkich studentów. Z kolei 30 czerwca skierował do diecezjan list przygotowujący wszystkich do takiego aktu zawierzenia. W tym czasie stanął też w obronie dobrego imienia papieża Piusa XII. W „Ateneum Kapłańskim” opublikował artykuł, pt.: Pius a Polska.

W końcu, 7 lipca 1946 r. w Chełmie Lubelskim, podczas pierwszej w swoim życiu koronacji cudownego obrazu Matki Bożej, dokonał aktu poświęcenia diecezji lubelskiej Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Panny.

Maryjo, stań na straży prawości naszych sumień oraz czystości młodych serc. Niech trud dziejowy poniesiony w budowanie naszej chrześcijańskiej kultury, nie pójdzie na marne

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *