WSPOMNIENIA Z SEMINARIUM

11 MAJA – WTOREK –  WSPOMNIENIA Z SEMINARIUM

Żyjąc w seminarium, każdy młody człowiek zmaga się z osiągnięciem właściwej harmonii i syntezy dwóch wymiarów życia: intelektualnego i duchowego. Różnie wygląda to w praktyce. Nigdy jednak nie można zapomnieć, że kapłańskie serce całym życiem ma być zjednoczone z Sercem Jezusa. Najlepiej zaś pomaga rozumieć tę sztukę i realizować na co dzień Ta, która w Kanie Galilejskiej swoim cierpliwym wstawiennictwem sprawiła, że uwierzyli w Jezusa Jego uczniowie.

Duchowość czasu seminaryjnego tak po latach oceniał wielki Prymas:

W czasie pobytu w Seminarium Duchownym we Włocławku dwa nabożeństwa się wzajemnie uzupełniały: do Serca Pana Jezusa i do Matki Bożej Jasnogórskiej, której obraz był w bocznym ołtarzu. Wszystkie święta Matki Bożej obchodziłem z wielkim podniesieniem ducha. Zawsze ufałem, że wspomoże mnie Maryja. Cześć moja dla Matki Najświętszej rozwijała się powoli. Tajemnicę tej czci jeszcze lepiej odczułem, gdy nawiedzając swoją rodzinną parafię w Zuzeli, zobaczyłem ten sam obraz Matki Bożej Częstochowskiej, przed którym modlili się moi rodzice. Obraz ten jest do dziś czczony w świątyni […]  Wydawało mi się zawsze, że tej dziedzicznej czci rodzinnej trzeba dochować wierności.

Opatrzność Boża postawiła na drodze Stefana do kapłaństwa kolejnego świątobliwego Bożego sługę. Wsłuchując się w opis pierwszego spotkania z nim, dostrzega się wyrazistą, młodzieńczą świeżość duszy przyszłego Kardynała. Z jaką dokładnością i fascynacją podchodził on do zaobserwowanej autentyczności i szczerości postawy tego niesztampowego duchownego.

Wśród kapłanów, którym przypisuję największy wpływ na moje życie, w pierwszym rzędzie znajduje się ksiądz Władysław Korniłowicz, jeden z twórców dzieła dla niewidomych w Laskach […]. Temu kapłanowi zawdzięczam bardzo dużo […] Księdza Korniłowicza widziałem po raz pierwszy w latach 1920–1921, gdy przebywał czasowo w garnizonie wojskowym we Włocławku. Zaproszono go do wygłoszenia szeregu wykładów liturgicznych dla alumnów […]. Do wielkiej auli teologicznej wszedł zdecydowanym krokiem, rzucił uśmiech na powitanie, cisnął na stół czapkę i płaszcz żołnierski, który zsunął się na ziemię, roztargnionym ruchem siadł na zabytkowej katedrze i rozpoczął wspaniały wykład. W tym wejściu był cały styl człowieka: takim pozostał do końca życia. Tylko myśli wykładu zdradzały głęboką treść życia tego człowieka. W detalach życiowych nieudany, jak świątek góralski, lecz w całości życia zwarty, indywidualnie wyrazisty, mocny, w słowach Bożych pewny i niemal bezwzględny; w osobistych sprawach nieuważny, niemal beztroski, ustępliwy.

Pan Bóg chciał, aby ksiądz Korniłowicz wszedł później na stałe w życie Stefana Wyszyńskiego, jako prawdziwy świadek żyjącego Chrystusa. Innym duchowym drogowskazem dla Stefana był ksiądz Antoni Bogdański. O darze proroczego wglądu tego kapłana w przyszłe życie księdza Wyszyńskiego, mówią kolejne wspomnienia:

Ogromny wpływ miał na nas ksiądz Antoni Bogdański […], mój wychowawca. […] Wielką tajemnicą Bożą były: jego niezwykła pogoda i uśmiech wśród cierpień, które go nigdy nie opuszczały. Choroba nie miała wpływu na przyhamowanie jego pracowitości i zapału apostolskiego. Do ostatniej niemal chwili kontaktowałem się z nim. Na kilka dni przed śmiercią odwiedziłem go w Skulsku, gdzie był proboszczem. Zaprosił mnie do siebie. Niemalże nie poznałem go. Rozmowa, którą wtedy przeprowadziliśmy, krótka i zwięzła, wstrząsnęła mną do żywego. Czytał po prostu w moim przyszłym życiu. Wszystko, co mnie spotyka dziś, już wtedy mi przepowiedział. Skąd wiedział? To była jego tajemnica, bo jeszcze się na to absolutnie nie zanosiło, ani w myślach, ani w pragnieniach, ani w planach Kościoła Chrystusowego.

Maryjo, wstawiaj się za kapłanami! Niech Święty Duch Chrystusa kształtuje ich niezgłębionym bogactwem swoich darów

Podobne posty

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *