19 MAJA – ŚRODA – ROK 1939
Ksiądz S. Wyszyński żywo angażował się w sprawy Kościoła. W czerwcu 1937 r. uczestniczył w Poznaniu w Międzynarodowym Kongresie Chrystusa Króla. Dzieło to było odpowiedzią na wprowadzenie 12 lat wcześniej uroczystości Chrystusa Króla Wszechświata. Nową uroczystość zatwierdził papież Pius XI encykliką Quas Primas w dniu 11 grudnia 1925 r.
Świadomy nowych ideologii i napięć w ówczesnej Europie, nakazał papież tego dnia odmówienie we wszystkich kościołach na świecie Litanii do Najświętszego Serca Pana Jezusa oraz Aktu poświęcenia rodzaju ludzkiego.
Z tego też powodu, pojawiła się później m.in. w Chrześcijańskich Związkach Zawodowych praktyka zawieszania w halach fabrycznych i domach obrazów Serca Pana Jezusa.
Nadszedł rok 1939. Najpierw w lutym zmarł dobrze znany Polakom Ojciec Święty Pius XI. Jego następcą został papież Pius XII. W kraju silnie odczuwano zagrożenie nową wojną. W sierpniu włocławscy seminarzyści i ich profesorowie uczestniczyli w konsekracji biskupiej ks. Michała Kozala. Ten nowy biskup pomocniczy miał odegrać opatrznościową rolę w życiu księdza Stefana. Nie trzeba było na to długo czekać. Przeczuwany wybuch II wojny światowej zaskoczył jednak wszystkich. Oto jak we wspomnieniach kardynała S. Wyszyńskiego zostały zapisane pierwsze tygodnie walk:
We wrześniu 1939 roku, gdzieś w pobliżu Dęblina, spowiadałem w okopie żołnierza. Podczas, gdy ten płakał, mówiąc: Co z nami zrobili? – w pewnej odległości od nas rolnik siał. Potem, gdy skończyłem swoją powinność kapłańską, podszedłem do niego i pytam: Panie, samoloty pikują, wszyscy uciekają, a pan sieje? – Proszę księdza, gdybym zostawił to ziarno w spichlerzu, spaliłoby się od bomby, a gdy wrzucę je w ziemię, zawsze ktoś będzie jadł z niego chleb.
Przywołana historia nie tylko oddaje dramaturgię polskiego września, ale ukazuje różnorodność charakterów i życiowych powołań poszczególnych ludzi. Rolnik wiedział, że nie może marnować czasu i ziarna. Gdy załamany, pokonany żołnierz płakał, prosty człowiek myślał o ludziach i o przyszłości. Niezasiane ziarno albo spłonęłoby w wojennej zawierusze, albo najeźdźcy zabraliby je na swoje potrzeby. Poza tym, niezależnie od czasu wojny, żyła w nim miłość do ziemi.
Ksiądz Stefan dopatrzył się w tym wydarzeniu analogii z ewangelicznym siewcą. Nic więc dziwnego, że w późniejszej prymasowskiej posłudze i spotkaniach z kapłanami odnosił się do tej głęboko zapamiętanej, jakże wymownej sceny:
To jest obraz i naszej pracy kapłańskiej. I my wysiewamy, nie pytając, kiedy to ziarno wzejdzie, kiedy będzie pełnia czasu dla niejednej duszy, która z tego zasiewu czerpie. To jest nasze szlachetne zadanie i posłannictwo wymagające wielkiej bezinteresowności, która nie oczekuje owocu dla siebie, tylko dla dobra ludzi, dla chwały Trójcy Świętej. Do nas należy wypełnić powinność Kościoła na dziś i na nieznaną nam przyszłość. Może nikt z nas nie będzie oglądał tego chleba, którego zaczyn dziś przygotowujemy, wkładając go w ewangeliczne trzy miary mąki. Do nas należy zachować przedziwny spokój i dojrzałość czekania w wierze, bo Bóg da wzrost. A kiedy? … To Jego sprawa…
W pierwszych dniach wojny ksiądz Wyszyński na polecenie biskupa ordynariusza wyjechał do Lublina, gdzie ordynariuszem był bp Fulman pochodzący z Włocławka, wraz z kilkoma alumnami z ostatniego roku, w nadziei, że tam będą mogli dokończyć studia seminaryjne i przyjąć święcenia kapłańskie. Działania wojenne sprawiły, że dotarli aż do Łucka. Wszędzie wojna. 17 września uderzyła na Polskę Armia Czerwona. Trzeba było wracać do Włocławka, aby pomimo wojny organizować pracę seminarium. Z upoważnienia rektora, ks. Franciszka Korszyńskiego, ks. S. Wyszyński prowadził wstępne rozmowy z Niemcami. Bezskutecznie. Gestapo rozpoczęło likwidację polskiej inteligencji i duchowieństwa. Jako znanego redaktora prasy katolickiej i społecznika umieszczono go szybko na liście osób poszukiwanych. Kiedy świadomy wszystkiego ksiądz rektor nakazał mu natychmiast opuścić Włocławek, ksiądz S. Wyszyński nie podporządkował się jego decyzji. Chciał z innymi dzielić prześladowania. Dopiero na rozkaz późniejszego błogosławionego męczennika, biskupa Michała Kozala, wyjechał do Wrociszewa.
Maryjo, dzisiaj oddajemy Tobie losy wszystkich chrześcijan prześladowanych za wiarę, wszystkich zniesławianych, wyśmiewanych oraz odrzucanych za przyznawanie się do Chrystusa i Jego Ewangelii życia.

Dodaj komentarz