8 MAJA – SOBOTA – GIMNAZJUM W WARSZAWIE. WOJNA WDZIERA SIĘ W ŻYCIE STEFANA
Stanisław Wyszyński postanowił dla dobra dzieci ponownie ożenić się z oddaną sierotom Eugenią Godlewską. Pani Eugenia była wierną przyjaciółką zmarłej żony. Stefek miał wówczas 10 lat. Z nowego małżeństwa urodziło się jeszcze dwoje dzieci: Tadeusz i Julia.
Stefek nie powrócił już do szkoły prowadzonej przez nauczyciela Arasimowicza. Ojciec rozumiał, że syn źle znosił panujące w niej metody wychowawcze, zwłaszcza surowość i rusyfikację. Po uzupełnieniu w domu programu czteroletniej szkoły powszechnej, od 1 września 1912 r. uczył się już w warszawskim, Prywatnym Gimnazjum Męskim Wojciecha Górskiego. Niestety nie ukończył go z powodu działań i wojny światowej.
Program nauczania i metody wychowawcze panujące w nowej szkole dalece odbiegały od dotychczas znanych Stefkowi. W tym czasie był wysokim, szczupłym i przystojnym młodzieńcem. Po latach Ksiądz Prymas tak wspominał naukę w warszawskiej szkole:
Do szkoły byłem przyjęty przez Marię Górską na jesieni 1912 roku. Odcięty przez wschodni front wojny 1915 r., nie zdołałem już wrócić do szkoły. W tym okresie zmiany frontu miałem zaszczyt ucierpieć za kepi szkolne, które Niemcy uznali za francuską prowokację
42i mocno mnie poturbowali. „Moją szkołą” zawsze jednak pozostaje we wspomnieniach szkoła Wojciecha Górskiego w Warszawie. Jest to znamienna instytucja dla młodego ucznia, który może żyć w nie-zgodzie z nią jako uczeń, ale jako dorosły człowiek pamięta tylko same miłe rzeczy i sprawy. Podobnie myśli się o matce rodzonej, której najbardziej samodzielny umysł nie umie przypisać żadnych braków. […]
Szkoła Górskiego posiadała tak wielki autorytet społeczny i narodowy, że budziła swoisty patriotyzm szkolny. Zwłaszcza w mieście, które posiadało silne szkolnictwo państwowe. Mijanie na ulicy ucznia w czapce szkoły państwowej zawsze mobilizowało ducha wyższości i satysfakcji. Nieraz dawano temu wyraz niedwuznaczny. Młodzież niższych semestrów – do dziesiątego włącznie, miała rzadki kontakt z dyrektorem. Jednak ukazanie się jego szczupłej, wysokiej postaci na korytarzach przywracało ład i ciszę. Nie słyszałem, by kiedy podnosił głos, wystarczyło, że spojrzał swoim uważnym wzrokiem. Częściej natomiast miałem kontakt z inspektorem Ludwikiem Lorentzem, na którego podręcznikach uczyliśmy się języka niemieckiego. Jego małżonka, która uczyła geografii, była powszechnie lubiana dla swej wysokiej kultury i bardzo pięknych wykładów. Zwłaszcza o Italii mówiła tak interesująco, że wspomnienie tych lekcji służyło mi później w czasie moich licznych podróży po tym kraju. Jej oddanie się młodzieży zjednywało wśród najbardziej niespokojnych duchów – szacunek. Wielkie wrażenie wywoływał zawsze mój wychowawca semestralny, Antoni Górski; pozyskiwał swoim spokojem, umiarem i wyczuwaną życzliwością .
Ambitny Stefek długo nie nacieszył się szkołą. Wybuchła wojna, która głęboko zapadła w młodą pamięć:
Pierwszy rok wojny, 1914–1915, opustoszył szkołę. Na moim semestrze nie pozostała połowa kolegów, gdyż rodziny były odcięte frontem zachodnim od Warszawy […]. W czasie lekcji bardziej wsłuchiwaliśmy się w huk dział niż w wykłady. Ale rok szkolny był doprowadzony do końca. Wtedy też częściej zaglądał do sal szkolnych dyrektor Górski, uspokajał młodzież, zachęcał do wy-trwania i nauki – bo idą nowe dni i wzrasta nasza odpowiedzialność za to nowe.
Stefek wrócił do Andrzejewa. Wyjeżdżając z Warszawy, nie zdążył pożegnać się z upamiętniającą wiktorię wiedeńską, ukochaną figurą Matki Bożej Passawskiej z Krakowskiego Przedmieścia. Jakie myśli rodziły się wtedy w jego młodzieńczej głowie? Pobyt w domu nie był łatwy. Wycofujący się przed Niemcami Rosjanie doszczętnie zniszczyli miasteczko. Bez walki palili domy. Ze zgliszcz ocalał jedynie kościół i kilkanaście domów.
Módlmy się dzisiaj za wstawiennictwem Maryi o pokój na świecie, za wszystkie ofiary wojen. Niech miłosierny Bóg zachowa bezbronnych ludzi od załamania się i utraty sensu życia.

Dodaj komentarz